niedziela, 4 grudnia 2011

Czy opłaca się jeszcze jeździć na zakupy do Czech i Słowacji?

Jeszcze parę lat temu w przygranicznych czeskich i słowackich miasteczkach na zakupach częściej niż Czechów i Słowaków można było spotkać Polaków. Wtedy zakupy (zwłaszcza te alkoholowe) za naszą południową granicą opłacały się, a jak jest teraz?

Artykuł ten przygotowałem już jakiś czas temu dla pewnego serwisu, który zwinął żagle. Szkoda, żeby tekst kurzył się w szufladzie, więc wrzucam go tutaj - może się komuś przyda.

W dzisiejszych czasach zakupy u naszych południowych sąsiadów nie są już takie tanie. Podstawowym powodem jest duży wzrost kursu korony czeskiej i wprowadzenie waluty Euro na Słowacji. Pamiętam czasy kiedy jedna korona czeska kosztowała ok. 12 groszy, dziś przelicznik ten waha się w okolicy 17-19 groszy. Nie oznacza to jednak, że jadąc na wycieczkę do Czech z „polską pensją” będziemy biedować.

Choć wycieczki typowo handlowe już się nie opłacają wciąż podczas wizyty w Czechach lub na Słowacji warto zaopatrzeć się w produkty, których na rynku Polskim nie dostaniemy lub dostaniemy po cenach „eksportowych”. Do produktów, które zazwyczaj kupuję podczas wizyt u naszych południowych sąsiadów należą kremžská hořčice (gruboziarnista musztarda), czekolada Studentská oraz Kofola (czesko-słowacki odpowiednik Coca-Coli o nieco innym smaku).

Czesi to kraj piwa i piwoszy więc będąc w tym kraju warto też rozejrzeć się za lokalnym piwem (warto spróbować czegoś innego niż Pilsner Urquell, Kozel czy Budvar). Przy prawie każdym browarze (a te często działają nawet w niewielkich czeskich miasteczkach) działa firmowy sklep w którym można kupić świeże piwo nierzadko w cenie niższej niż w sklepach. W firmowych sklepach ("vzorková prodejna") oprócz całej gamy piw produkowanych przez browar kupimy także dedykowane szklanki, kufle i inne "piwne gadżety".

Przy zakupie złocistego trunku warto zwrócić uwagę na to, że czeskie piwa dostępne są w kilku wersjach (np. 10, 11, 12). Najtańsze piwo (10 - "desitka", rzadziej 8) będzie najsłabsze (nie mylić z najgorsze – często piwa o mniejszej zawartości alkoholu są smaczniejszy od tych mocniejszych). Będąc w przybrowarnym sklepie warto rozejrzeć się za piwami kvasnicovymi i niefiltrowanymi – te ze względu na krótki okres przydatności do spożycia często nie są dostępne w normalnych sklepach.

Piwo jest domeną Czechów, zaś miłośnicy wina zakupy powinni robić w Słowacji i na Morawach (północno-wschodnia część Czeskiej Republiki). Według niektórych koneserów wina nitrzańskie smakiem biją na głowę trunki włoskie i hiszpańskie. Miłośnikom mocniejszych trunków mogę polecić tradycyjną czeską Becherovkę. Jest to mocny (38% alk.) likier ziołowy przygotowywany z mieszanki 32 ziół.

Polski spirytus w Czechach

Media, ale też i spirytusowi poszukiwacze donoszą, że w przygranicznych czeskich sklepikach kwitnie handel spirytusem „spod lady”. Można tam zakupić „tajemniczy napój” ozdobiony etykietami polskiego Polmosu – oczywiście bez banderoli. O jakości tej „mieszanki” nie będę się wypowiadać bo nie jestem chemikiem, ale sami chyba przyznacie, że coś w tym musi być dziwnego. Jakie ów napój może mieć działanie na organizm człowieka, tego pewnie nie wie nikt. Osobiście alkoholu niewiadomego pochodzenia nie kupuję i nie piję, co i wam zalecam.

Jeżeli chcecie już kupić „coś mocniejszego” u naszych południowych sąsiadów to kupujcie tylko trunki na których jest nienaruszona banderola – to powinno świadczyć o tym, że alkohol pochodzi z legalnego źródła i przy ewentualnej kontroli celnej (lub policyjnej) nie będzie konieczności tłumaczenia się skąd się to ma. Czytałem kiedyś o osobie zatrzymanej przez czeską policję, która miała niemałe problemy przez to, że próbowała przewieźć przez granicę „czeski spirytus” szemranego pochodzenia. Z tego co się zorientowałem takiemu delikwentowi może grozić kara nawet do 5 mln. koron. Jak widać „romans” z tanim spirytusem z Czech może okazać się naprawdę „drogą imprezą”.

Zatankuj zanim pojedziesz do Czech lub na Słowację

Towarem, który w Czechach i na Słowacji jest znacznie droższy niż w Polsce są paliwa. W listopadzie za litr benzyny w Czechach musieliśmy zapłacić w przeliczeniu na złotówki prawie 6 zł, a na Słowacji nawet 6,50 zł. Dlatego wybierając się za południową granicę lepiej zatankować w Polsce.

W Czechach i na Słowacji raczej nie opłaca się także kupować żywności. Co raz częściej obywateli tych krajów można spotkać w polskich „spożywczakach”. Czesi do chętnie przyjeżdżają także po tańsze materiały budowlane.

Podsumowując do Czech i na Słowację specjalnie po zakupy jeździć raczej nie warto, ale jak już się tam jest to z pewnością można zainteresować się ciekawymi produktami, których w Polsce nie dostaniemy lub można kupić po dużo wyższych cenach.

1 komentarz :

  1. Ja czasami nie mam pieniędzy, ale na szczęście łatwe do uzyskania są pożyczki. Uważam, że takie rozwiązania są naprawdę dobre i każdy powinien je rozważyć, jeśli potrzebuje na szybko pieniędzy. Każdemu może się zdażyć słabszy miesiąc, ale czy powinien przez to gorzej żyć?

    OdpowiedzUsuń